Kacza logika

Światowe media nie mogą się nadziwić, że polski rząd jako jedyny w UE nie tylko nie popiera kandydatury rodaka, Donalda Tuska, na stanowisko szefa Rady Europejskiej, ale proponuje kandydata alternatywnego,  Saryusz-Wolskiego. „Polacy strzelają sobie sami w stopę” – stwierdza gazeta „The Boston Globe”. „Gdzie tu logika? – pyta komentator amerykańskiego portalu Politico.

Jak to gdzie? Logika jest nie tylko kacza, ale również niepodważalna. Zilustrować to może następujący przykład piłkarski. Jeśli kiedyś okaże się, iż Robert Lewandowski skrycie popiera ludzi gorszego sortu, czyli wrogów kurdupla z Żoliborza, PiS wyda dyrektywę, by piłkarzowi złamać obie nogi i usunąć go z reprezentacji, tak by Polska przegrała resztę meczów eliminacyjnych i nie pojechała na mistrzostwa świata do Rosji. Rzeczpospolita jest całkowicie bez znaczenia. Liczy się wyłącznie Jarkolissimus.

Gallus Anonymus Americanus

Ein Reich, ein Volk, ein Dureń

Krycha Pawłowicz, znana też jako wściekły buldog konusa z Żoliborza, bohatersko obroniła Polskę przed zakusami niemieckiego imperium o nazwie Kaufland. Posłanka skutecznie wymogła decyzję, na mocy której sklepy tej sieci nie będą już mogły reklamować się sloganami o „naszych produktach”. No bo przecież wiadomo, że dla szwabskich uzurpatorów liczy się przede wszystkim Sauerbraten, a nie bigos. Nie będzie nam wszak Niemiec dzieci germanił i wciskał im we facjaty obcy kulturowo Wurst!

Niemieckie media na razie milczą na ten temat, pytając się zapewne wzajemnie „Was ist los?”. No ale przecież wiadomo – kapusta i kwos.

Gallus Anonymus Americanus

WWKW

Powyższa mapa obrazuje stopień otumanienia narodu amerykańskiego religią. Wynika z niej dość jednoznacznie, że dwa stany, które klepią od lat największą biedę, czyli Alabama i Mississippi, są najbardziej religijne. Są to też stany, w których wybory może wygrać każdy dureń, o ile tylko jest zaślepionym, skrajnym konserwatystą o rasistowskich tendencjach.

Mapa ta pozostaje od dekad niezmienna i w zasadzie jest zgodna z dwiema innymi mapami: podziału USA z okresu wojny domowej w XIX wieku i dzisiejszego podziału sił między republikanami i demokratami (choć z pewnymi korektami).

W swoim czasie widziałem bardzo podobną mapę Polski, która sugerowała, że im dalej na wschód, tym więcej krzyży i uwielbienia Jarkolissimusa oraz jego jedynie słusznej partii.

W związku z tym mam następującą propozycję, która będzie kontrą dla planów utworzenia tzw. Wielkiej Warszawy. Ze stanów Vermont i Maine (tych ledwie zielonych na mapie) oraz z Wrocławia trzeba czym prędzej stworzyć Wielkie Wolne Księstwo Wrocławskie, w którym kościoły będą wyłącznie zabytkami, księża przewodnikami turystów, a politycy będą musieli mieć minimum 1,60  wzrostu bez kapelusza. Trump z pewnością inicjatywę tę poprze w czasie lipcowej wizyty w Polsce, ponieważ i tak nie ma pojęcia, o co chodzi i dlaczego jest Polska, nie mówiąc już o tym gdzie. Natomiast mieszkańcy stanów Vermont i Maine z ulgą przyjmą wyzwolenie z trumpizmu.

Gallus Anonymus Americanus

Rufą do demokracji

Minister Brzęczyszczykiewicz stwierdził w swoim expose, że nie wszyscy na Zachodzie zauważyli, iż Polska wstała z kolan. No bez jaj – zauważyli, tyle że jeśli kolana należą do kurdupla, trudno się czasami zorientować, czy facet klęczy, czy stoi.

Jednak niezależnie od imputowanej światu pozycji Polski wszystkie media zachodnie w zasadzie zgodne są co tego, że nawet jeśli RP wstała z kolan, to nadal dryfuje rufą do demokracji.

Gallus Anonymus Americanus

Dronem na Greenpoint

Doradczyni Obersturmbannführera Donalda Drumpfa w niedawnym wywiadzie telewizyjnym uzasadniała dekrety antyimigracyjne swojego zwierzchnika tym, że mają one na celu wyeliminowanie takich wydarzeń jak np. „rzeź w Bowling Green”.

Jest jednak pewien kłopot. W tym niewielkim mieście w stanie Kentucky nigdy żadnej rzezi nie było. Zapuszkowali tam jedynie dwóch ludzi podejrzanych o planowanie jakichś tam ataków. A skoro zmyślenie masakry jest obecnie całkiem możliwe, dlaczego nie można wyssać z palca polskiej inwazji na Białoruś? Okazuje się, że można. Bliscy doradcy obecnego lokatora Białego Domu dostali polecenie zbadania przypadków „wtargnięć” polskich sił zbrojnych na terytorium batki Łukaszenki.

Na miejscu kurdupla z Żoliborza bardzo bym się tymi doniesieniami niepokoił, gdyż wygląda na to, że Drumpf szuka jakichś usprawiedliwień ewentualnego podania Polski na tacy Putinowi. Jednakowoż z innych, konkurencyjnych doniesień wynika, iż rząd RP, (a szczególnie wszędobylska Maciora), nakazał zbadanie przypadków nagminnego torturowania i bicia Polaków w dużych miastach USA. W tych warunkach polski atak dronami na Greenpoint wydaje się być nieunikniony. Przy okazji może też cały przyległy stan New Jersey zostanie wcielony do „Wielkiej Warszawy”.

Gallus Anonymus Americanus

Good luck, everybody!

W zasadzie komentarz jest zbyteczny. Światu życzę powodzenia. Zaś Polsce życzę władzy, która umiałaby sobie jakoś z tym idiotą poradzić. Obecna się do tego zadania nie nadaje.

Gallus Anonymous Americanus

Jankesi w dom, Ruskie nie podskoczą

Dziennik „The New York Times”, który na Polskę zwraca uwagę rzadko, gdyż ma inne sprawy na głowie, takie np. jak odpieranie gróźb ze strony Obersturmbannführera Donalda Drumpfa, opisał przed kilkoma dniami wjazd do RP brygady amerykańskich żołnierzy, których uroczyście powitano w Żaganiu, gdzie przybysze na jakiś czas pozostaną. Natomiast w kwietniu mają się zjawić następni synowie Ameryki, którzy pojadą w okolice Suwałk, bo tamtędy mają ewentualnie zaatakować siepacze Putina (zapewne dlatego, że jest tam zwykle zimno jak jasna cholera, a zatem będą się czuć jak w domu).

W Żaganiu co starsza wiekiem gawiedź nie kryła wzruszenia, gdy okazało się, że czołgi prujące przez miasto to nie Tygrysy i nie mają wymalowanych swastyk.

Przybycie Amerykanów do Polski rząd PiSdowski uważa za wielki sukces dyplomatyczny, niemal równy rozmowom dwustronnym z San Escobarem,  i ważny krok na drodze do skutecznej obrony RP przez inwazją Ruskich. Oczywiście Amerykanie nie będą w stanie żadnej inwazji zatrzymać, ale „The New York Times” zdradza prawdziwy powód, dla którego obecność Jankesów z bronią w garści jest ważna. Niejaki Thomas Donnelly z Marylin Ware Center for Security Studies powiedział dziennikarzom, że jeśli Rosjanie kiedyś zaatakują, to „mogą się natknąć na Amerykanów i nawet kilku zabić”. No i właśnie da liegt der Hund begraben – na polskie mięso armatnie NATO z pewnością nie zareaguje, ale jak na przedmieściach Suwałk zarąbią jakiegoś Johna Smitha, to nawet Biały Dom się wkurzy.

Moim zdaniem waga wjazdu US Army do Polski od zachodu polega na czymś innym. Wreszcie doczekaliśmy się czasów, w których z tego kierunku nie wjeżdżają wyłącznie uzbrojeni po zęby Niemcy. Teraz jeszcze trzeba jakoś załatwić, żeby Amerykanie wjeżdżali też od wschodu i wszystko będzie OK.

Gallus Anonymus Americanus

Na wczasy do San Escobaru

Witek i flaga San Escobaru. Witek jest niestety realny, ale flaga nie.

Polski minister spraw zagranicznych, Witold Brzęczyszczykiewicz, odwiedził siedzibę ONZ, by agitować na rzecz niestałego członkostwa RP w Radzie Bezpieczeństwa. Jak sam stwierdził, przeprowadził szereg niezwykle produktywnych, dwustronnych rozmów z delegacjami kilku krajów, w tym karaibskiego państwa San Escobar. Mówi się, że w planie są też spotkania z wysłannikami Wysp Hula Gula, Republiką Południowego Banana, Zjednoczonymi Emiratami Okolic Nowej Zelandii oraz Stanami Sahary Równikowej.

Tylko patrzeć dnia, gdy Polacy ruszą tłumnie na wakacje w San Escobarze, gdzie plaże są niezwykle czyste, gdyż nie istnieją. Nie ma tam też żadnej przestępczości. Jest to zatem raj, w którym trzeba czym prędzej umieścić na stałe pana ministra.

Z Witka i jego zmyślonego kraju rży cały świat, a brytyjski dziennik „The Daily Telegraph” poświęcił nawet temu wydarzeniu spory artykuł. Jednak być może jednym z najtrafniejszych komentarzy, który pojawił się w serwisie Twitter, była ta oto opinia: „wszystko to może jest śmieszne, ale tylko do momentu, w którym zdamy sobie sprawę z tego, że Polsce zostali już tylko trzej sojusznicy: Białoruś, Węgry oraz wyimaginowany kraj karaibski”.

Amen.

Gallus Anonymus Americanus (niezła Sanescobarka, nie?)

Witek w akcji

The Minster for Foreign Affairs & Trade, Mr. Charlie Flanagan TD, and the Polish Foreign Minister Witold Waszczykowski at Iveagh House. Picture: MAXWELLPHOTOGRAPHY.IE

Irlandzki minister spraw zagranicznych, Charlie Flanagan, podejmujący mocarza polskiej dyplomacji Witolda Brzęczyszczykiewicza, mocno się zdziwił, gdy jego gość zaczął coś pieprzyć o tym, że w irlandzkich szkołach powinno się nauczać języka polskiego, bo w Irlandii jest dużo uczniów polskiego pochodzenia.

Ja ze swej strony proponuję dodatkowo nałożenie na irlandzką dziatwę wymogu nauki języka kaszubskiego, na wypadek gdyby zjawiły się w Dublinie dzieci Donalda Tuska, czyli Kasia i Michaś. Podobno w redakcji dublińskiego dziennika „The Independent” przez dłuższy czas po wyjeździe polskiego ministra słychać było masowe pukanie się w głowę,

Gallus Anonymus Americanus

Król Jezus Pięćdziesiąty

jezus

Zajadle antypolska tuba propagandowa brytyjskiego rządu, czyli sieć BBC, doniosła, że w Polsce ponownie koronowano Jezusa Chrystusa na króla Polski, co sugeruje, że poprzednie koronacje były przeprowadzone niewłaściwie lub z jakichś powodów straciły ważność. Brytyjski komentator zauważa, że tym razem w uroczystościach koronacyjnych wziął udział sam Duduś, czyli prezydent RP, choć król ponownie się nie zjawił, gdyż był rzekomo zajęty opracowywaniem jedenastego przykazania: „Nie będziesz miał Kaczorów cudzych przede mną”.

Komentarze brytyjskich internautów były dość barwne:

  • Czyżby to właśnie ten idiotyzm spowodował, że tak dużo Polaków do nas przyjeżdża?
  • OK, ale kiedy mu założą koronę na głowę? Pytam dlatego, że Bugs Bunny chce być głównym kapłanem tej uroczystości.
  • Zawsze jest dobrze mieć monarchę, który nie posiada żadnej władzy.
  • Ale jaja! Polacy wybrali sobie żydowskiego króla. Chyba ich coś pogięło.
maxresdefault
Dewoci wszystkich krajów, łączta się!

Moim zdaniem trzeba teraz pójść na całość i ustanowić monarchię absolutną.  Prezydent i premier na kolanach do Częstochowy, Sejm do śmieci, a król Jezus do Zamku Królewskiego. Będzie mu tam bardzo wygodnie, szczególnie po wieloletniej tułaczce po bezdrożach Palestyny i Izraela.

Vivat Rex! Vivat Polonia! Vivat stultitia!

Gallus Anonymus Americanus